Owoc z amerykańskiego drzewa, w smaku podobny do wszystkiego, co powstało w latach 80 – tych XX w. Tam też sięgną korzenie.
Owoc z polskiego drzewa w smaku podobny do wszystkiego, co odpowiada żywotnym potrzebom społeczeństwa, któremu przecież nie może się podobać piosenka, którą pierwszy raz słyszy. A korzenie sięgają epoki „Dzieci Kwiatów”.
Owoc z amerykańskiego południa z dość nieoczywistą resztą i korzeniem.
Owoc braterskiej współpracy, z wyraźną nutą gitary grającej przy obozowym ognisku, nieco nostalgiczny, a korzenie sięgają tam, gdzie zakończyła żywot „Złota Czwórka z Liverpoolu”.
Owoc z brytyjskiego drzewa z wyraźną nutą soulu i jazzu, w rytmie zrodzonym w małym klubie przy Copacabana i tam właśnie sięgają korzenie.
Owoc kooperacji amerykańsko-brytyjskiej z wyraźną nutą disco, zaprawioną odrobiną wczesnego soulu i bluesa, a korzenie sięgają… Baroku.
Owoc z polskiego drzewa z wyraźną nutą dyskoteki drugiej połowy lat 80. XX w. a korzenie sięgają klasycznego baletu.
Owoc z polskiego drzewa, wyhodowany na potrzeby filmu. Reszta biegnie przez Hollywood, a korzenie sięgają tam, gdzie śmierć splata się z miłością.
Owoc z drzewa wyrosłego w Irlandii, z nutą hipnotyczngo basu obencego w reszcie, która biegnie między innymi przez RPA, a korzenie sięgają do starego kina, w którym grają Dziki Zachód… ale po włosku.
Owoc z amerykańskiego drzewa z wyraźną nutą podniosłą znamienną dla hymnu lub innej pieśni z marszu skłaniającej do wspólnego śpiewania zgodnym, gromkim chórem, więc korzenie sięgają czasów pradawnych.


